niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział 32


  - Oh, miło cię widzieć Niall – usłyszałem spokojny głos Vicki, dziewczyna uśmiechała się lekko zerkając  co chwilę kątem oka na dwóch mężczyzn trzymających nieprzytomnego Malika – Załatwimy dwie pieczenie na jednym ogniu, panowie – puściła oczko jednemu z nich. Miał długie czarne włosy związane w koński ogon i małe oczka, które zmierzyły mnie od góry do dołu. Co wcale nie było miłe.
 - Poszczęściło się nam – pokiwał głową zadowolony.
 - Co tu się dzieje Vicki? Dlaczego krzywdzisz Zayna? Dlaczego wszystko niszczysz? Mogłabyś żyć z nami w zgodzie, przecież wiesz, że jeśli teraz puścisz wolno go – wskazałem na mulata – będziemy mogli zacząć wszystko od nowa, wybaczymy ci wszystko – dziewczyna wybuchła niepohamowanym śmiechem, spojrzała na mnie z pogardą w oczach.
 - Jesteś aż tak głupi? Nie rozumiesz, że nic dla mnie nie znaczysz ty ani twoi przyjaciele?! Dla mnie jesteś nikim, rozumiesz? – podeszła do mnie, stała teraz tak blisko, że gdybym wyciągną rękę, mógłbym dotknąć jej dłoni.
 - Jesteśmy rodziną – powiedziałem próbując znaleźć w jej oczach choć trochę miłości, choć odrobinkę starej Vicki, starej słodkiej dziewczynki z którą się kiedyś bawiłem w ogrodzie, gdy odwiedzałem ciocię. Lecz nic w nich nie dostrzegłem, widziałem tylko czarne jak smoła tęczówki.
 - Rodzina już dla mnie nic nie znaczy. To jest teraz moja rodzina – wskazała na dwóch facetów stojących kilka metrów za nią. Widać, że zadowoliło ich to co powiedziała. Mnie jednak zabolały jej słowa, jak mogła coś takiego powiedzieć? Przecież nic jej nie zrobiłem, kompletnie nic. Zawsze byłem dla niej miły, bawiłem się nią, gdy była malutka pomagałem cioci ją karmić. Do dziś pamiętam jak podtrzymywałem jej butelkę z mlekiem, a jej drobne paluszki chwytały mojego kciuka i się nim bawiły. Ale teraz stał przede mną ktoś zupełnie inny, to nie była Vicki.
 - Kiedy to się zaczęło? Kiedy tak się zmieniłaś, dziewczyno!? Kiedy do cholery? – poczułem, że coś we mnie pękło, już nie mogłem pohamować nerwów, chciałem wiedzieć wszystko. Teraz jej osoba dotyczyła też mnie, więc chciałem dowiedzieć się jak najszybciej kto zawinił, przez kogo się taka stała. Czułem jak ręce mi drżały, więc zacisnąłem je w pięści i czekałem aż dziewczyna coś powie…
 - A jak myślisz? – spytała patrząc gdzieś w dal za mną, jakby próbując sobie przypomnieć wydarzenia z przeszłości – Kiedy mama rozwiodła się z tatą, on wyjechał bez pożegnania. Nawet nie wiem co się z nim dzieje, rozumiesz? Zdajesz sobie sprawę jakie to było dla mnie okropne? Człowiek którego kochałam, porzucił mnie jak jakiegoś śmiecia. Później ciotka znalazła sobie nowego partnera – w jej głosie było mnóstwo tak jakby jadu – Zamieszkał z nami, nienawidziłam go . wiesz co on mi robił?! Nie tylko ty miałeś przykre dzieciństwo Niall, ja też. Nasza rodzina to jedna wielka tragedia. Matka wyszła za tego bydlaka za mąż, zamieszkał z nami. Kiedy jej nie było w domu, on przychodził  do mnie i … domyślasz się co mi robił? Wykorzystywał mnie, bił  - zrobiłem krok  w jej stronę chcąc ją przytulić, lecz dziewczyna cofnęła się do tyłu. Zrozumiałem, że nie chce mojego wsparcia. Poznałem kiedyś nowego partnera cioci, lecz dla mnie wydawał się miły. Nie mogłem uwierzyć w to co mówiła Vicki, ale to  w sumie miało by sens… - Nie miałam komu się wyżalić, matka mi nie wierzyła, przyjaciółki kompletnie się ode mnie odsunęły kiedy im powiedziałam co dzieje się w moim domu, a ty wyjechałeś, przeprowadziłeś się! Nie miałam już nikogo!
 - Przepraszam – nie wiedziałem jak mógłbym się usprawiedliwić, rzeczywiście wyjechałem z Irlandii jak jeszcze byłe dzieckiem, ale to teraz nie ważne. Zrozumiałem, że też miałem wkład w nieszczęście Vicki.  Lecz było już za późno na przeprosiny.
 - Mam w dupie twoje przeprosiny. W końcu znalazłam pocieszenie, zaczęłam spotykać się z ludźmi z osiedla, dzięki nim zapomniałam o tym co się działo. Co z tego, że zaczęłam palić, ćpać i pić, to mi pomagało. Zmieniłam się to prawda, ale jak dla mnie na lepsze. Kiedy dowiedziałam się o chorobie matki, nie przejęłam się, bo sobie na to zasłużyła.
 - Nie mów tak.. – przerwałem jej nie chcąc tego słuchać. Jej matka cierpiała, a ona mówiła o niej tak źle. Nawet jeśli sobie na to zasłużyła, to Vicki powinna trzymać język za zębami.
 - Partner ją opuścił, nie chciał niańczyć kogoś umierającego. Gdy dowiedziałam się, że zamieszkam z tobą wkurzyłam się, nie chciałam widzieć twojej szczęśliwej twarzy, bo przypominam sobie wtedy te dobre czasy i  te złe też, męczę się przy tobie. Nie mogę patrzeć na twoich przyjaciół, bo widzę co ja straciłam. Co mogłabym mieć, gdyby nie moja przeszłość. Tutaj spotkałam  swoją nową rodzinę, pomagają mi tak jak ci z mojego starego miasta. Są tacy jak moi starzy znajomi, dają mi tyle użyek ile tyle chce, niczego mi nie odmawiają. Zapominam o przeszłości ,dzięki temu, powoli ale jednak. A wy mi w tym przeszkadzacie!
 - Ale.. – nie dokończyłem, bo poczułem przeszywający ból wypełniający tył mojej głowy, upadłem na ziemię.
*oczami Zayna*
Moja głowa, boże drogi co mi się stało. powoli otworzyłem oczy zdezorientowany. Gdzie ja jestem? Rozejrzałem się dokoła. To chyba był jakiś stary magazyn, albo coś takiego. wszędzie walały się jakieś kartony, skrzynie i stare śmieci. Nikogo tu nie było, ani jednej żywej duszy. Próbowałem się podnieść, lecz ból przeszywający całe moje ciało mi to uniemożliwiał. Westchnąłem zrezygnowany. Kątem oka dostrzegłem coś jasnego kilka metrów ode mnie.
 - Boże, Niall! – chłopak leżał niedaleko mnie, przysunąłem się do niego. Był nieprzytomny, a z tyłu głowy miał dość sporą ranę z której zdążyło ulotnić się bardzo dużo krwi, tworząc czerwoną kałużę na posadzce. Poklepałem go po policzku, aby go trochę ocucić. Miałem nadzieję, że chłopak odzyska przytomność, musieliśmy jak najszybciej uciekać.
 - O co chodzi? – usłyszałem szept przyjaciela, a mi kamień z serca spadł. Chłopak powoli otworzył oczy, lecz po chwili je zamkną krzywiąc się z bólu- Boli mnie – szepnął słabo.
 - Wiem, ale wytrzymaj. Musimy stąd uciekać! Dasz radę wstać? – spytałem chłopaka głaszcząc go po policzku.
 - Spróbujmy – otworzył oczy i uśmiechnął się lekko. Zignorowałem ból w moich kończynach i resztkami sił zerwałem się z podłogi postawiając na nogi również Nialla. Musiałem go podtrzymywać, bo sam nie mógł złapać równowagi. Pewnie wyglądaliśmy jak dwa pijaki wracające po ciemku do domu.
 - Gdzie sią panowie wybierają? – usłyszałem za sobą męski głos, poznałem go, nigdy bym nie pomylił właściciela tego tonu z żadnym innym.  Poczułem jak ktoś łapie mnie za koszulkę i ciągnie do tyłu, przez co puściłem Nialla, który upadł na kolana. Odwróciłem się szybko do tyłu, stanąłem twarzą w twarz z moim byłym kumplem – Witaj, Zayn – uśmiechnął się ukazując pojedynczą lukę w swoim uzębieniu, pamiątka po naszej kłótni sprzed kilku lat.
 - Cześć – powiedziałem niezadowolony. Myślałem, że swoją przeszłość i jego zgraję mam już za sobą, ale chyba jednak się myliłem i to bardzo.
 - Czas się spłacić chłoptasiu – zaczął – Myślałeś, że my tak łatwo zapominamy? Oh, jeśli tak to się myliłeś, mój drogi. Zadarłeś z nami i teraz pożałujesz – dodał uśmiechając się głupkowato.
 - Odwal się ode mnie! Niczego nie jestem ci winien! Skończyłem z wami! – próbowałem się wyrwać z jego uścisku lecz był zbyt silny.
 - To ja ci powiem kiedy z nami skończysz – wysyczał mi prosto w twarz, po czym uniósł rękę dając mi z pięści. Byłem strasznie osłabiony, więc od razu upadłem, poczułem jak moje ciało zderza się z zimną posadzką tego dziwnego miejsca. Kątem oka zauważyłem, jak do Jamesa, bo tak miał na imię ten bydlak, zbliża się inny koleś od razu rozpoznałem w nim Rodriga. Nie zważając na obolałe ciało, uniosłem się do pozycji siedzącej. Popatrzyłem na tą dwójkę z nienawiścią w oczach.
 - Skoro tak, to go wypuśćcie wolno, on nic wam do cholery nie zrobił! – wskazałem głową na Nialla, który patrzył raz na mnie, a raz na tych dwóch idiotów nic nie rozumiejąc. No tak, przecież, chłopaki nic nie wiedzą o mojej przeszłości, o tych szczeniackich latach mojego życia.
- On zostaje – zwróciłem głowę w kierunku z którego dobiegł mnie kobiecy głos, Vicki. Zupełnie zapomniałem o tym, że ona zadaje się z tą zgrają niedorozwojów. Dlaczego ona? Czy ta dziewczyna nie zdaje sobie sprawy z tego, że gorzej już nie mogła trafić? – Też sobie zasłużył na karę.
 Chcąc jakoś zaradzić tej ciężkiej sytuacji zerwałem się na równe nogi i rzuciłem na tych dwóch. Może było to trochę nieprzemyślane, ale to pierwsze co przyszło mi do głowy. Zacząłem na ślepo okładać ich pięściami, jednak ich było dwóch, a ja jeden… poczułem jak James wykręca moje ręce do tyłu, a Rodrigo kopnął mnie z całej siły w brzuch. Przez chwilę nic nie czułem, zrobiło mi się ciemno przed oczami, po chwili znów odzyskałem łączność z rzeczywistością, a oni okładali mnie pięściami. Katem oka zauważyłem, że mój przyjaciel rzuca mi się na ratunek próbuje ich odciągnąć, jednak oni już nie zawracając sobie mną głowy zajęli się nim. Widocznie stwierdzili, że nie dal rady wstać. Przygwoździli blondynka do posadzki i zaczęli go kopać i bić. Co chwilę słyszałem jego jęki bólu, prośby o przestanie. Powoli podniosłem się, nikt nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi, co postanowiłem wykorzystać. Wiedziałem, że jeśli włączę się do bójki, przegramy. Po woli zacząłem się cofać, aż dopadłem do wyjścia z tego przeklętego magazynu. Poczułem na twarzy chłodny wiaterek i zapach śmieci.  Stałem przed magazynem, który mijałem podążając do klubu. Rozpoznałem te małe uliczki, więc bez trudu wybiegłem na dość ruchliwą ulicę. Biegłem po chodniku rozglądając się za jakąś żywą duszą, która mogłaby zadzwonić po pomoc. Jeśli zaraz nie sprowadzę pomocy będzie po Niallu… dostrzegłem dość niedaleko budkę telefoniczną, którą od razu dopadłem, szybko wykręciłem numer Harrego i czekałem na połączenie. No dlaczego tak długo? Odbierz do cholery!
 - Zayn, gdzie jesteś? Szukamy was od kilku godzin! Jest tam z tobą Niall? – poczułem ulgę słysząc jego głos, naprawdę!
 - Harry przyjedźcie jak najszybciej pod magazyny na obrzeżach miasta, te niedaleko szpitala! Szybko! Tu chodzi o życie Nialla!
 - Ale jak to? Wyjaśnij mi o co chodzi!
 - Nie ma czasu! natychmiast przyjedźcie! – wrzasnąłem i rzuciłem słuchawką o ściankę budki. Wyszedłem ze środka i chodziłem w tą i z powrotem nie mogąc się doczekać ich przyjazdu. A co jeśli już blondynek nie żył? Co jeśli popełniłem błąd opuszczając go? Może to była zbyt spontaniczna decyzja?...
*oczami Nialla*
Poczułem kolejne uderzenie, kolejny kopniak w brzuch, kolejne obelgi skierowane w moją stronę, czyjeś ręce pociągające boleśnie moje blond włosy. Zostałem postawiony na nogi, jednak nie potrafiłem samodzielnie na nich ustać, podtrzymywał mnie jedynie ten bydlak.
 - I co teraz powiesz Niall? Twój niby przyjaciel cię opuścił, wykorzystał sytuację i uciekł, nie myśląc o tobie – Vicki zaśmiała się nieprzyjemnie – Ładny mi przyjaciel. Rzeczywiście miała rację, zostawił mnie, w pamięci zapadł mi obraz jak wybiega z magazynu nawet się nie odwracając. Widziałem tylko jego plecy oddalające się z każdą sekundą coraz bardziej. Nie mogłem w to wszystko uwierzyć, zostawił mnie… spojrzałem smutno na moją siostrzenicę, którą mimo wszystko kochałem. Może to dziwne i głupie, ale zawsze będę ją kochał nie zważając na to co mi zrobiła. A może rzeczywiście to była moja wina? Przecież wyjechałem nawet jej nie uprzedzając. Z drugiej strony nie miałem pojęcia o jej sytuacji w domu i nie wiedziałem , że jest tak bardzo do mnie przywiązana. Nigdy mi tego nie mówiła. 
 - Dlaczego mi to robisz? Przecież nie jestem aż tak winny… - powiedziałem patrząc w jej czarne tęczówki. Zwilżyłem wargi czując, że są strasznie suche i popękane. Co tak naprawdę było moim najmniejszym problemem w tej chwili.
 - Kpisz sobie ze mnie? Nie jesteś aż tak winny? – zaśmiała się – Wiedziałeś o wszystkim! I nic z tego sobie  nie robiłeś! – wrzasnęła.
 - O niczym nie wiedziałem – powiedziałem cicho. Byłem strasznie zmęczony, nie czułem własnego ciała, kręciło mi się  głowie, straciłem mnóstwo krwi, szumiało mi w uszach, przed oczami co raz miałem ciemne mroczki, a gula w gardle prawie uniemożliwiała mi mówienie.  Czułem jak moje powieki opadają powoli, jednak zaraz je otwierałem starając się nie stracić przytomności. Gdzieś w głębi serca widziałem, że jeżeli przestanę walczyć z dziwną potrzebą snu, to będzie koniec. Więc cały czas starałem się mieć otwarte oczy, nie chciałem odejść z tego świata tak łatwo. O nie! Co powiedziała by Rose gdyby dowiedziała się, że nie chciałem cierpieć i się poddałem? Wyszedłbym na kompletnego egoistę.
 - Nie udawaj niewiniątka Horan! Dostałeś mój list w którym ci wszystko powiedziałam! O tym, że za tobą tęsknie, potrzebuję cię, że byłam wykorzystywana i wiele innych rzeczy! A ty nawet nie odpisałeś!
 - Jaki list? – powiedziałem słabo? Coraz bardziej mi się kręciło w głowie, a oczy mi się same zamykały. Próbowałem sobie przypomnieć jakikolwiek list, który mógłbym dostać od Vicki, lecz byłem przekonany, że nic takiego nie dostałem – Nie dostałem żadnego listu – powiedziałem pewny swojej odpowiedzi.
 - Na pewno dostałeś! Przekazałam go mamie, żeby zaniosła go na pocztę! Na pewno go wysłała! – usłyszałem głośny szum w uszach, moją czaszkę przeszył okropny ból, nie mogłem dalej powstrzymywać zamykających się oczu. Osunąłem się na ziemię, tracąc kontakt z rzeczywistością. Już nic nie czułem.

___________________________________________
więc oto jest ostatni rozdział! epilog pojawi się za tydzień ;)
proszę o jak najwięcej kom. 
napiszcie mi co sądzicie o calutkim opowiadaniu i czekajcie cierpliwie na epilog!
love u!