sobota, 8 września 2012

Short story: Rozdział 4: Panicznie się boję ...


 - Zayn? – szepnąłem gdzieś w ciemność – Zayn? – powtórzyłem, jednak wokoło panowała cisza. Rozejrzałem się dookoła lecz było zbyt ciemno, żeby dostrzec cokolwiek. Zaniepokoiło mnie, to że kiedy się obudziłem to mulata obok mnie nie było, jeszcze wczoraj siedzieliśmy tutaj i rozmawialiśmy o jakichś głupotach.  Wszystko aby nie myśleć o tym, że byliśmy w zamknięciu i w każdej chwili mogła nam się stać krzywda – Zayn! – uniosłem głos, jednak tak jak wcześniej tak i teraz nikt mi nie odpowiedział. Na pewno mulata tu nie było! Musieli zabrać go jak spałem. Przestraszyłem się nie na żarty, a co jeśli mu coś zrobili?! Nie mogłem skupić się na niczym innym ,tylko na tym gdzie może być Zayn? Co robił? I najważniejsze: czy żyje? Potrząsnąłem głową zastanawiając się nad ostatnim pytaniem. On musi do cholery żyć!
    Nagle usłyszałem dźwięk jakby ktoś schodził po schodach, po chwili drzwi do schowka się otworzyły, staną w nich Herman.
 - Teraz twoja kolej – powiedział i uśmiechnął się do mnie zadowolony. Cofnąłem się przerażony, czego on znowu ode mnie chciał? Chwycił mnie za ramię i pociągnął  w kierunku wyjścia z tego małego pomieszczenia, próbowałem się wyrwać jednak moje wysiłki poszły na marne. Wciągnął mnie do słownie na górę i skierował  do salonu. W którym był tylko ten mały karzełek, ich przywódca. Nigdzie nie było tamtych pozostałych dwóch z długimi włosami, może i to dobrze? W końcu dwóch bandziorów mniej, no nie?! Coś przykuło moją uwagę, a raczej nie coś a ktoś… wstrzymałem  oddech przerażony... nie mogłem w to uwierzyć…
 - Zayn! – wrzasnąłem podbiegając do leżącego na ziemi chłopaka, co dziwne nikt mnie nie powstrzymywał. Ukląkłem przy nim i zacząłem nim potrząsnąć. Jednak mulat był nieprzytomny, myślałem, że zaraz mi wyskoczy serce z piersi. Jeszcze nigdy w życiu nie bałem się tak o kogoś! Dopiero po kilki minutach zauważyłem, że mój ochroniarz krwawił i to dość obficie – Co wyście mu zrobili? – wysyczałem. Miałem ochotę zabić ich gołymi rękami. 
 - Stawiał się wiec dostał kulką w ramię, jeszcze żyje – rzeczywiście żył, ale w każdej chwili mógł umrzeć  i bardzo dobrze to wiedziałem. Zdjąłem swoją koszulkę i zawiązałem ją na ramieniu chłopaka, żeby powstrzymać krwawienie. Usłyszałem śmiech Jamesa, odwróciłem się w jego kierunku zdezorientowany. To nie było śmieszne!  - Zamknij RYJ ON SIĘ MOŻE WYKRWAWIĆ! – wrzasnąłem, a ten idiota zaczął jeszcze głośniej się rechotać. Miałem ochotę mu przywalić, ale wiedziałem że to tylko pogorszyłoby sytuację. Nie zwracałem na nich uwagi, tylko potrząsałem mulatem nerwowo, dlaczego on nie reaguje?!
 - Możliwe że podaliśmy mu też środki nasenne ..- dodał Herman uśmiechając się.
 - Co?! – wybałuszyłem na nich oczy.
 - Nie chciał współpracować, więc trzeba było go jakoś uspokoić. A skoro on nie by skory wysłuchać naszej propozycji to ty będziesz musiał to zrobić – mówił James siadając na sofie.
 - Co masz na myśli? – spytałem kładąc sobie głowę Zayna na udach i uderzając go lekko dłonią w policzek. Może  dzięki temu się obudzi, pomyślałem. Był cholernie blady, jak ściana, co mnie przerażało, ale nie dawałem za wygraną i dalej próbowałem go jakoś ocucić.
 - Możesz wybrać – zaczął zakładając jedną nogę na drugą – twoje życie albo jego… - podniosłem na niego wzrok zszokowany, o co mu chodziło?! – Jeśli chcesz przeżyć to cię wypuścimy wolno, ale on za to zapłaci – wskazał na nieprzytomnego mulata – Albo ty zostajesz a go wypuścimy. Wybieraj: ty albo on.
 - Ale… - nie wiedziałem co zrobić. W moich rękach były teraz nie tylko moje losy ale także i mulata. I co ja mam teraz zrobić? Boję się śmierci, ale nie pozwolę, żeby ten chłopak za to płacił! Ja muszę ponieść  karę. Już wczoraj powinienem zginąć, ale pomógł mi on. Tak więc teraz  musze uratować go. Dam radę i nie stchórzę. Śmierć jest dla mnie czymś strasznym, ale prędzej czy później i tak musiało mnie to spotkać. Zrobię to dla Zayna i Liama. Mojego ochroniarza, którego polubiłem już pierwszego dnia, pewnie gdybyśmy spotkali się w innych okolicznościach to zostalibyśmy przyjaciółmi. I dla Li mojego najlepszego przyjaciela, dla którego życie też było okrutne. Oddam życie za nich, coś co dostałem od Boga oddam diabłu. A poza tym nie chce mieć mulata na sumieniu do końca życia – Skąd mogę mieć pewność, że go wypuścicie? – spojrzałem prosto w oczy Jamesa, żeby w razie czego zauważyć czy kłamie czy nie.
 - Nie ufasz mi.. – powiedział głęboko nad czymś się zastanawiając – Jeśli będziesz chciał, żeby to on przeżył, to Herman na twoich oczach zamknie go na górze w garderobie. Ile jest do niej kluczy Niall?
 - Jeden, a poza tym te drzwi same się zatrzaskują , ale od wewnątrz da się je spokojnie otworzyć bez klucza- przełknąłem głośno ślinę nie wiedząc do czego zmierza.
 - To świetnie. Herman zamknie tam Zayna, a do kieszeni jego spodni wrzuci klucz, tym sposobem nie będziemy mogli dostać się tam – chyba mówił prawdę – Jak ten chłoptaś się obudzi to wyjdzie sobie stamtąd, a nas już tu nie będzie . Teraz mi wierzysz? – pokiwałem niepewnie głową – To świetnie. Więc jaka jest twoja decyzja?
 - Zabijcie mnie – wyszeptałem drżącym głosem, nie musiałem mówić głośniej gdyż i tak usłyszeli moją odpowiedź.
 - Jesteś głupi. Zamiast ratować własny tyłek, to ratujesz kogoś kogo prawie nie znasz – prychnął Herman. Nie zwracałem na nich uwagę, patrzyłem na spokojną twarz Malika. Był teraz taki bezbronny, nie zasługiwał na to wszystko co teraz się dzieje. Chciałbym żeby o tym zapomniał, żeby jak się obudzi to nie wiedział kim jestem ja, Herman i James. Chciałbym żeby żył i nie martwił się tym co było. Ale to tylko marzenia, prawda? Pogłaskałem jego policzek koniuszkiem palca, po moim policzku pociekła jedna łza.
 - Nie bój się, ochronię Cię – powiedziałem cichutko, tak żeby tylko on mnie usłyszał. Ale czy on wiedział co dzieje się wokół niego? Przecież był nieprzytomny… teraz byłem pewien, swojej decyzji – Mogę dostać kartkę i długopis? – spytałem już głośniej.
 - Skoro to twoje ostatnie życzenie to tak – po chwili  na kartce było coraz więcej pochyłych literek i plam po łzach, które skapywały z mich policzków. Złożyłem kartkę na pół i wsunąłem do swojej kieszeni.
    Potem wszystko działo się szybko. Herman zaniósł mulata do garderoby, dopilnowałem żeby klucz został zatrzaśnięty w środku, a na sam koniec chciałem się po raz ostatni z nim pożegnać. Wszedłem do środka, ukląkłem przy nim i wsunąłem do jego bezwładnej ręki wcześniej napisany przeze mnie list.
 - Ty chroniłeś mnie, więc teraz ja będę chronił ciebie. Będę twoim aniołem stróżem… Żegnaj… - spojrzałem jeszcze raz na niego po czym zamknąłem za sobą drzwi do garderoby i poszedłem trzymany brutalnie za ramię przez bysiora do salonu.
 - Lepiej zamknij oczy – szepnął mi do ucha Herman po czym popchnął mnie na ziemię, tak żebym ukląkł, zrobiłem to do czego byłem zmuszony. Słyszałem bicie mojego serca, przerażenie zawładnęło moim całym ciałem. Drżałem jak galareta. Nagle usłyszałem jak ktoś załadowuje pistolet, zacisnąłem powieki jeszcze bardziej. Potem rozległ się huk, poczułem przeszywający ból w mojej głowie. Bezwładnie upadłem na ziemię…
  Oddaję najcenniejszy dar jaki mógł dostać człowiek … życie …

*oczami Zayna *
 O kurwa jak boli, skrzywiłem się łapiąc za ramię. Podniosłem się z zimnej posadzki, gdzie ja jestem?! To chyba jakaś garderoba … co ja tutaj robię? Wstałem na równe nogi, dopiero teraz zauważyłem, że ściskam w ręku kawałek jakiejś kartki. Zdezorientowany rozłożyłem ją i zacząłem czytać:

   Drogi Zaynie,
Chcę żebyś, żył… nie wybaczył bym sobie jakby ci się coś stało … tak więc, chciałem się pożegnać. Tak dobrze przeczytałeś. Już mnie nie spotkasz żywego i zapewne domyślasz się co mam na myśli. Ty pomogłeś mi więc ja tobie. Pewnie kiedy ty będziesz to czytał, to mnie już nie będzie na tym świecie. Mimo tego musisz wiedzieć, że zawsze będę przy tobie, zostanę twoim aniołem stróżem i nie pozwolę, żeby kiedykolwiek coś złego cię spotkało. Wiedz, że jestem gdzieś w pobliżu.
Niall

   Nie to nie mogła być prawda! On żyje! To tylko jakiś głupi żart!
   Wstałem na równe nogi i pociągnąłem za klamkę, ku mojemu zdziwieniu drzwi były otwarte. Wybiegłem na korytarz i zbiegłem po schodach. Rozejrzałem się  dookoła niespokojnie, gdzie są te bandziory?! Jest zdecydowanie za cicho … szybkim krokiem oddałem się do salonu, to co zobaczyłem… o mój boże!  Podbiegłem do blond chłopaka leżącego na ziemi.
 - Niall! – zacząłem nim potrząsać – Proszę obudź się! To nie jest śmieszne! – szturchałem go jeszcze mocniej lecz nie reagował. W końcu zwolniłem ruchy, powoli to do mnie docierało , on nie żył… chwyciłem jego bezwładne ciało i przytuliłem do piersi. drżącymi rękami głaskałem go po zakrwawionej głowie, na czole miał ogromną ranę po kuli. Zacząłem płakać, nie potrafiłem powstrzymać łez.  – Mój mały Niall – szepnąłem. Dalej nie mogłem w to wszystko uwierzyć. Patrzyłem na jego spokojną twarz,  w końcu już nie musi bać się o swoje życie, teraz jest w niebie i na sto procent tam jest mu o wiele lepiej. W liście napisał, że zawsze będzie blisko mnie, czy to możliwe? Czy to naprawdę jest możliwe, żeby był gdzieś tutaj? Rozejrzałem się w po pomieszczeniu jakby z nadzieją, że zaraz go zobaczę, jego szeroki uśmiech. Jednak nic takiego nie miało miejsca. Pokręciłem głową zastanawiając się nad własną głupotą. To nie jest możliwe… on jest daleko stąd! A może jednak …? – Daj mi jakiś znak, że tu jesteś – szepnąłem, przez chwilę czkałem na cokolwiek, po kilku minutach straciłem nadzieję… nagle poczułem jakby ktoś kładł mi rękę na ramieniu, odwróciłem się zdezorientowany, jednak za mną nikt nie stał – A jednak – uśmiechnąłem się patrząc za siebie.
On tu jest.



__________________________________________________________
i co sądzicie o całym opowiadaniu? ;)

jest mi bardzo smutno, gdyż pod rozdziałem o Niallu i  Rose jest tylko 3 kom. pamiętam jak pod moimi notkami było powyżej 20 kom.  dlaczego to się zmieniło? czyżby coraz mniej osób to czytało? może ogóle nie ma sensu prowadzić tego bloga dalej ... ;(

przypominam o podawaniu mi linków do waszych opowiadań, więcej na ten temat znajdziecie w poprzednich postach!
~Love u.

5 komentarzy:

  1. O jej ;( Bd płakać przez reszte dnia ;( Naprawdę swietnie to opisałaś :) Szkoda tylko ,że biedny ,bezbronny Niall musiał ponieść smierć .

    OdpowiedzUsuń
  2. Juz mialam nadzieje ze wpadnie tam reszta bandy i ich uratuje :D Jednak i takie zakończnie mi się podoba. Naprwdę to Short story zasługuje na przeczytanie, jest jednym z najlepszych jakie czytałam :)
    Kocham
    Emily<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wow! nawet nie wiesz jak bardzo ucieszyły mnie twoje słowa!

      Usuń
  3. Liczyłam na happy end, ale ten też bardzo mi odpowiada ; ))
    Najlepsza końcówka xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Czeeeść! Na FF-1d.blogspot.com organizowany jest casting na współautora bloga - jeśli tylko zechcesz, możesz nim zostać! Ponad to zapraszamy również na specjalną audycje prosto z gali MTV VMA 2012 :) Z nami nigdy nie będziesz się nudzić!
    xoxo

    OdpowiedzUsuń

Każdy nowy wpis doprowadza mnie do ekstazy radości, a jego brak do łez, dlatego tonę w oceanie smutku