piątek, 26 października 2012

Tłumaczenie One shota: Bezdomny


NIE NAPISAŁAM TEGO! TO TYLKO TŁUMACZENIE! 


Codziennie ignorowałem bezdomne  dziecko.

Czułem się niezręcznie widząc go, siedzącego tam w tych samych spodniach i swetrze, dzień w dzień. Czułem zażenowanie patrząc na niego  kiedy był w takim stanie. Czułem się dziwnie  wiedząc, że  setki turystów z całego świata przyjeżdżało do Londynu i widziało go tam.

Upewniłem się, że nie zerkam na niego, a moja uwaga była skupiona na czymś innym kiedy przechodziłem obok chłopaka  idąc do szkoły. Bałem się spojrzeć na niego, a  co jeśli jego bieda jest chorobą która rozprzestrzenia się poprzez wzrok? Wpatrywałem się w moje stopy, mimo to w głębi duszy czułem jego wzrok na sobie, lecz  bałem się na niego spojrzeć. Kiedy wracałem po południu ze szkoły, go nie było. Nie wiem gdzie poszedł, ale przypadkowo przyłapałem się na myśleniu o nim. Nigdy z nim nie rozmawiałem.  Nigdy nie zrobiłem nic, co mogłoby potwierdzić, że on faktycznie istnieje.

To był wtorek, kiedy odezwał się do mnie po raz pierwszy.

Wszystkim co powiedział było dzień dobry z błyskotliwym i radosnym irlandzkim akcentem.  Odpowiedziałem pod nosem upewniając się, że nie patrzę na niego i przyśpieszyłem kroku.

Przez resztę tygodnia dalej nie mógłbym powiedzieć ci  jak wygląda jego twarz. Mógłbym powiedzieć ci w co był ubrany: para zdartych białych Supr, jasnobrązowe spodnie z dziurą na lewym kolanie, za duży niebieski wełniany sweter. Mógłbym powiedzieć ci jak brzmiał jego głos: przyjemnie i kojąco jak górski strumień.  Mógłbym powiedzieć ci jak siedział:  niedbale złożone nogi w siad po turecku, często palcami bawił się zniszczonymi  językami  swoich butów. Mógłbym powiedzieć ci, że ważył około 57 albo 58 kg sądząc po jego chudej budowie . Miał   blond włosy które co kilka dni ciemniały, a potem znów jaśniały. Nie mógłbym powiedzieć ci jakiego koloru miał oczy, czy jego usta wygięły się w uśmiechu kiedy witał się ze mną, czy miał piegi czy nie albo czy był ohydny albo przepiękny. Mógłby być najpiękniejszych chłopkiem na świecie a ja bym tego nie wiedział. Według mnie był tylko ciałem z pustą dziurą tam  gdzie powinna być twarz.

Ponieważ posiadanie twarzy sprawiło by  że byłby  prawdziwy. A ja nie miałem na to dowodów.
 ____________

To był dokładnie tydzień po tym jak pierwszy raz do mnie przemówił, kiedy irlandzki chłopak odczarował naszą rutynę. Przechodziłem tuż obok niego gotowy coś powiedzieć, lecz on powiedział pierwszy:

 - Dzień dobry – miał radosny głos jak zawsze – Jak się masz?

Zamarłem i zakaszlałem niezręcznie, spuszczając oczy na jego buty.

- Dobrze, dziękuję – poszedłem dalej nie pytając co tam u niego.

Może jutro.
______________
To był miesiąc i pół od kiedy temperatura zaczęła spadać. Zauważyłem, że jego głos drżał od pewnego czasu  i zaczął obejmować swoje nogi ramionami wtulając je w klatkę piersiową. Czasem nawet  szczękał zębami.  Chciałem żeby poszedł do domu, ogrzał się, ale wtedy przypominałem sobie powód tego, dlaczego przebywał na ulicach. Dlatego, że nie miał gdzie się podziać.

To był wietrzny dzień pod koniec listopada kiedy po raz pierwszy się zatrzymałem. Jak zwykle przywitał się ze mną ale dzisiaj zamiast pójść dalej, zatrzymałem się naprzeciw niego.

Przyzwyczaiłem się do niego, przechodząc oczekiwałem że powie mi dzień dobry jak codziennie. Teraz też tego oczekiwałem chociaż nadal nie miałem odwagi spojrzeć mu prosto w oczy. Czułem się tak jakbyśmy byli ze sobą związani.

- Jest zimno na zewnątrz – to były pierwsze słowa które powiedziałem do niego pomijając dzień dobry albo cześć.

- Wiem – był zaciekawiony, jakby zastanawiał się dlaczego nagle poruszyłem rozmowę. Powoli podniosłem wzrok na jego podbródek zatrzymując się na wargach. Były małe, różowe i spierzchnięte. Była na nich krzta sinego koloru, widziałem jak jego szczęka porusza się gdy szczękał zębami.  Skupiłem się na jego ustach. Były zaskakująco ładne.

 - Wczoraj też było zimno – przestąpiłem z nogi na nogę. Wyszedłem z domu pięć minut wcześniej więc mogłem sobie na to pozwolić.

- Tak było – obserwowałem sposób w jaki poruszały się jego usta kiedy mówił.

 - Mam coś dla ciebie – opadłem na kolana i zdjąłem plecak z moich pleców, wyciągnąłem z niego stary koc który wygrzebałem z szafy w domu. Mama nigdy nie zauważy jego zniknięcia. Wyciągnąłem koc w jego kierunku – Nie zamarzniesz na śmierć.

To był pierwszy raz kiedy zobaczyłem jego uśmiech, i muszę powiedzieć że to zapierało dech w piersiach.  
Nie mogłem się powstrzymać i podniosłem wzrok na jego całą twarz.

Jego palce dotknęły ciepłego materiały koca i przez sekundę oboje go trzymaliśmy, połączeni zwykłą tkaniną. Później puściłem go, a chłopak zabrał go dotykając materiałem jego piersi, mocno przytulił się do tkaniny i spojrzał na mnie.

- Dziękuję – wyszeptał – Bardzo.

 - To nic – zakaszlałem niezręcznie wpatrując się w jego magnetyzujące niebieskie oczy – Nie zmarznij, dobrze? – podniosłem się i zarzuciłem plecak na ramiona. Udałem się w kierunku szkoły odprowadzany jego wzrokiem.
 ______________

 - Dobry – spojrzałem na chłopaka kiedy do mnie mówił posyłając mu mały uśmiech. Koc który dałem mu dzień wcześniej ściśle obejmował jego ramiona. Byłem zadowolony widząc że siny kolor  zniknął z jego warg.

- Dobry – powtórzyłem – Dobrze spałeś?

 - Wystarczająco dobrze – wzruszył ramionami.

 - Nie zamarznij na śmierć, okey?

 - Nie zamarznę – zaśmiał się – Nie martw się o mnie.
_______________

Trzymaliśmy rutynę przez całą zimę. Przystawałem, mówiłem mu żeby nie zamarzł na śmierć, a on posyłał mi uśmiech i przyrzekał że przeżyje. Noce stawały cię coraz dłuższe i mroźniejsze, przyłapywałem siebie na przynoszeniu mu coraz więcej rzeczy. Stary zimowy sweter którego nigdy nie nosiłem, inny koc, termos z gorącą czekoladą, rękawiczki, czapka, szalik i inne rzeczy które mogły go ogrzać.

Nadal nie znałem jego imienia albo tego dlaczego był na ulicy, ale to nie było naprawdę ważne. W każdym razie uważałem go za przyjaciela i lubiłem myśleć, że dla niego także nim jestem.

Potem nadeszła zamieć.

Był to środek stycznia, a burza była okropna. Wiatr wył godzinami a śniegu szybko przybywało.  Temperatura spadła poniżej zera, martwiłem się o bezdomnego. Czy on to przeżyje?

Następny dzień był śnieżny, ale i tak chwyciłem łopatę, trochę gorącej czekolady i wyszedłem. Kiedy dotarłem w miejsce gdzie on zawsze przebywał, nie zastałem tam niczego oprócz pustego kawałka chodnika. Zamiast zakładać najgorsze, pomyślałem że znalazł schronienie na noc. Położyłem termos w miejsce gdzie zazwyczaj siedział i wróciłem do domu.

Nie było go też w następnych dniach.

I następnych.

I następnych.

Mijał tydzień.

Dwa tygodnie.

Trzy.

Miesiąc.

Dwa miesiące.

Dalej go wypatrywałem, moje oczy wędrowały do pustego miejsca na chodniku, które kiedyś on wypełniał.
Ale teraz go tam nie było.

Pewnego dnia zauważyłem coś przyklejonego do ceglanego muru budynku na którym on zwykł się kiedyś opierać. Pośpiesznie podszedłem i zerwałem ją. To był list.  Był zaadresowany do : chłopaka który ochronił mnie przed zamarznięciem na śmierć.

Rozwinąłem kartkę z której wypadło zdjęcie. To była fotografia chłopaka, który w jednej ręce trzymał  sweter a w drugiej mój koc. On stał na plaży.

Szybko przeczytałem list, moje oczy przeskanowały masujące * słowa.

Cześć, myślę, że nigdy nie poznam twojego imienia.

Pamiętam pierwszy raz kiedy ciebie zobaczyłem. Wiedziałem, że szedłeś do szkoły ponieważ miałeś na sobie niebieską marynarkę, spodnie khaki i białą koszulkę polo. Przypominałeś mi mnie kiedy chodziłem do szkoły. Wyglądałeś na mój wiek. Chciałem się przywitać, ale widziałem jak zawsze unikałeś patrzenia na mnie. Wiem, że byłeś zmartwiony  i zawstydzony, a ja nie wiem dlaczego. Ty nie byłeś tym ,który siedział tam każdego dnia, więc dlaczego byłeś zmartwiony? To był mój problem, nie twój. Chciałem ci w jakiś sposób powiedzieć, że to nie choroba, ale nie wiedziałem jak. Więc tylko powiedziałem cześć. Byłeś zaskoczony, mógłbym tak to ująć.  Odpowiedziałeś, lecz potem od razu poszedłeś w swoją stronę. Nie spojrzałeś na mnie, ale też mnie nie zignorowałeś. To mi w zupełności wystarczyło.

Pamiętam pierwszy raz kiedy spytałem cię o to jak się masz. Byłeś przygotowany żeby powiedzieć po prostu cześć. Widziałem jak to słowo zamarło w twoich ustach. Odpowiedziałeś, ale nie spytałeś mnie. Wiem dlaczego nie spytałeś. Dlatego, że nie chciałeś tego wiedzieć. Nie dlatego, że cię to nie obchodziło, ale dlatego, że nie chciałeś tego usłyszeć. Miałeś dowód na to, że u mnie nie było w porządku, opierając się na fakcie że siedziałem tam gdy ty śpieszyłeś się do szkoły, ale nie chciałeś tego usłyszeć. Usłyszenie tego sprawiłoby że jest to prawdą. Patrzenie na mnie też by to urzeczywistniło.

Muszę powiedzieć, że byłem w szoku kiedy przyniosłeś mi koc. Byłem w szoku kiedy zauważyłeś, że jest zimno. Byłem w szoku gdy martwiłeś się o mnie jak temperatura spadała. Byłem w szoku że obchodziło cię moje przeżycie.  To był też dzień kiedy spojrzałeś na mnie. Wiem, że nie wyglądałem tak jak oczekiwałeś. Nie jestem całkiem pewny co oczekiwałeś zobaczyć, kiedy spotkałeś mój wzrok po raz pierwszy, ale mogłem wyczytać to z twoich oczu. Myślałeś, że jestem ładny. Zastanawiałeś się dlaczego byłem na ulicy .zobaczyłeś we mnie siebie samego. Panikowałeś dlatego, że  młode przyzwoite dziecko mogłoby  skończyć na ulicy tak jak ja, bałeś się że ciebie coś takiego też mogłoby spotkać, dlatego zacząłeś przynosić mi różne rzeczy. Jeśli dalej nie rozumiesz, to ja ci wyjaśnię. Jeśli byłbyś w mojej sytuacji, też chciałbyś pomocy. Więc pomogłeś mi. Ocaliłeś mi życie, doceniam to. 
Dziękuję ci za to.

Jak sam widzisz, nie ma mnie. Wyjechałem. Ledwo przeżyłem zimę i wiem, że kolejnej bym już nie przeżył. Jestem teraz na Florydzie, wiesz, w USA. Pracowałem popołudniami co, jeśli zastanawiałeś się, było powodem mojej nieobecności kiedy wracałeś ze szkoły do domu. Zaoszczędziłem pieniądze i kupiłem bilet lotniczy. Nadal jestem bezdomny i jestem pewien, że jeszcze przez krótki czas nadal będę.

Ale tutaj nie mogę zamarznąć na śmierć.

Tak jak ci obiecywałem to się nie stanie.

*to słowo ma tylko takie znaczenie, a nie chciałam go zmieniać. 

__________________________________________________________
 WIEM, ŻE JEST DOŚĆ SPORO NIEZROZUMIAŁYCH FRAGMENTÓW! ale nie chciałam za bardzo zmieniać treści. nie będę też przetłumaczać słów od prawdziwej autorki, bo dopiero co wróciłam ze szkoły i jestem zbyt zmęczona. przepraszam za błędy!
jak zauważyłyście z boku mojego bloga są daty a przy nich napisane co i kiedy się pojawi. dzięki temu będziecie wiedziały kiedy pojawi się kolejny rozdział albo jakiś shot czy coś takiego. 
proszę też o odpowiedzi do nowej ankiety! która dotyczy kolejnego opowiadania! postanowiłam, że same będziecie mogły wybrać głównych bohaterów i pewnie za jakiś czas dodam kolejne ankiety związane z nowym opowiadaniem.
co do opowiadania O Niallu to jak widzicie nie ma jeszcze dokładnej daty opublikowania go, bo sama nie wiem jeszcze kiedy go skończę. 
I PAMIĘTAJCIE TEN SHOT JEST TYLKO TŁUMACZENIEM! JA GO NIE NAPISAŁAM! 
love u!



2 komentarze:

  1. Super i czekam na opowiadanie o Niallu <3

    OdpowiedzUsuń
  2. http://soloveo1d.blogspot.com/ wejdziesz ?

    OdpowiedzUsuń

Każdy nowy wpis doprowadza mnie do ekstazy radości, a jego brak do łez, dlatego tonę w oceanie smutku