niedziela, 25 marca 2012

Rozdział 2

        Nowi bohaterowie:
 Matt Ryan- przyjacielski 16- latek. Mieszka w domu dziecka, lecz nie przejmuje się tym. Woli mieszkać w domu dziecka, niż z pijącymi i bijącymi go rodzicami w barakach. Zaprzyjaźni  się z Rose, będą dość bliskimi przyjaciółmi. Jest obiektem westchnień Nicole.

Nicole Scott- dziewczyna z domu dziecka, chamska 17-latka. Kocha się w Mattcie. Myśli, że wszystko kręci się wokół niej.

Rozdział 2

       *oczami Rose*
   Właśnie jestem w drodze do domu dziecka, samochodem kieruje Rebecca.  Muszę przyznać się, że po
tym wypadku, bałam się jechać samochodem. Zaczęły powracać wspomnienia, ledwo powstrzymywałam łzy... Tęsknię za rodzicami...
 -Już dojeżdżamy - powiedziała Rebecca.
   Moim oczom ukazał się duży, ceglany budynek , otoczony dookoła lasami. Przaz chwilę, wydawało mi się, że od tego miejsca bije strasznie smutna aura. Ale to chyba tylko złudzenie...
 -Te lasy należą do domu dziecka?- spytałam Rebecci. 
 -Tak, to wszystko jest do dyspozycji mieszkających tu dzieci- powiedziała, wchodząc do budynku, a ja poszłam za nią. Rebecca zaprowadziła mnie do mojego pokoju, był mały, ale nawet przytulny. W pokoju stały dwa łóżka, szafa, a także biurko. W pomieszczeniu była też łazienka.
 -To twój pokój, jak na razie będziesz mieszkać sama i pamiętaj kolacja o 18.
 -Dobrze- odparłam.
   Gdy Rebecca wyszła, położyłam się na łóżku, lecz zaraz się podniosłam, gdyż wspomnienia ostatnich kilku dni zaczęły dawać o sobie znać. Żeby nie płakać postanowiłam się rozpakować, tak jak mówiła Rebecca, moje wszystkie walizki leżały obok łóżka. Otworzyłam jedną z nich i natychmiast zaczęłam płakać... wyjęłam z niej słodkiego misia w różowym sweterku. Był to prezent od mamy na moje 6 urodziny. Miał dla mnie duże znaczenie, ponieważ zrobiła go dla mnie własnoręcznie. Pogładziłam ręką napis na sweterku: Niech ten miś zawsze ci przypomina, że Cię kocham... Nigdy się nie rozstawałam z tym misiem, towarzyszył mi na każdym kroku od dziecka. A teraz był jedyną pamiątką , jaka została mi po mamie. Siedząc na podłodze i tuląc się do misia wspominałam czasy, kiedy byłam naprawdę szczęśliwa.
   O 18 zeszłam do stołówki, gdzie było już mnóstwo dzieci w różnym wieku. Było już mało miejsca, gdy nagle ktoś się do mnie odezwał...
 -Hej... Jestem Matt. A ty to pewnie Rose?-spytał mnie brunet wyglądający na jakieś 16 może 17 lat. 
-Tak, skąd wiesz jak się nazywam?- spytałam zaciekawiona.
-Dyrka tego domu, ogłaszała, że dzisiaj będziemy gościć nową koleżankę.- powiedział i uroczo się do mnie uśmiechnął.
 -Aha..- nie do końca wiedziałam, co mam powiedzieć,w końcu przecież  byłam dość nieśmiałą osobą.
 - Choć przysiądź się do mnie- brunet zaprowadził mnie do jednego ze stolików.
 -Ok- dopiero teraz zauważyłam, że większość osób, wrogo na mnie spogląda.
 -Czemu oni tak wrogo na mnie patrzą?- spytałam Matta.
 -Zawsze tak traktują nowych, nie przejmuj się tym, to w końcu minie.- uśmiechnął się do mnie pocieszająco. -I jak podoba ci się w twoim nowym domu?- spytał.
 -Nie za bardzo... tu jest tak smętnie... nic się tu nie dzieje..- odparłam zrezygnowana.
 -Haha...Wiem... ale poczekaj pare dni, to zobaczysz, że też coś się dzieje...- zaczął się śmiać.
 -Jak to?- spytałam.
 - Za dwa dni przyjedzie tu jakiś zespół One Direction i będą grali koncert dobroczynny tylko dla nas.- powiedział brunet.
 - Aha... Jakoś nie kojarzę tego zespołu...- przyznałam się.
 - Ja tez nie. Ale na koncert przyjdziesz?- spytał.
 - Jasne, a ty?
 - Tak- powiedział.
  Po zjedzeniu pożegnałam się z Mattem i wróciłam do swojego pokoju. Nawet polubiłam Matta. Przez długi czas zastanawiałam się, co to za zespół ten One Direction, czy jakoś tak. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
 -Proszę- krzyknęłam.
  Do pokoju weszła dziewczyna z grobową miną. Wyglądała na niezadowoloną tym, że do mnie przyszła.
 -Jestem Nicole- powiedziała.
 -Cześć, miło mi cie poznać. Nazywaaa....-nie skończyłam.
 -Daruj sobie te uprzejmości. Wiem, że jesteś zdzirą i to mi wystarczy. Nienawidzę cię! Jak możesz podrywać Matta już pierwszego dnia pobytu tutaj!? Jesteś dziwką!- krzyczała.
 -Ale...- znów nie dokończyłam.
 -Odwal się od niego!- podeszła do mnie i wyrwała mi z ręki misia, spojrzała na niego z pogardą i rzuciła go na ziemię. - Ooo.. Czyżby dziwka bawiła się misiami?- zaczęła mi dokuczać.
   Dziewczyna ostatni raz się na mnie spojrzała, odwróciła się i wyszła z mojego pokoju. Skuliłam się na łóżku i zaczęłam płakać... ja nie jestem dziwką prawda? Tego wszystkiego było jak dla mnie za dużo... nie dawałam rady...;(

----------------------------------------------------------------------
I JAK DRUGI ROZDZIAŁ?
DODAM TRZECI POD WARUNKIEM, ŻE POD TYM ZNAJDĄ SIĘ PRZYNAJMNIEJ DWA KOMENTARZE;****
proszę komentujcie, to dla mnie dużo znaczy;)))))




 

1 komentarz:

  1. Weź do łez mnie doprowadziłaś;/ rozdział świetny. :P

    OdpowiedzUsuń

Każdy nowy wpis doprowadza mnie do ekstazy radości, a jego brak do łez, dlatego tonę w oceanie smutku